Dietetycy
Opowiadano mi ostatnio o początkach pewnego , bardzo dziś prominentnego polityka. Otóż u progu swojej kariery był on polubił sok pomarańczowy z kartonu i pragnął tylko jednego, by do końca swoich dni było go na ten sok stać. Nie jest to przypadek w historii odosobniony, bo ludzi w większości do czynów podłych , bądź heroicznych popychają upodobania dietetyczne.
Weźmy taką , dajmy na to kobietę sukcesu, pierwszą z brzegu. Nie ma większego znaczenia czy to pani menadżer w dużej korporacji, gwiazda, czy celebrytka. Jakże często z kolorowej prasy wylewają swe “duszuszypatielnyje” opowieści o ciężkim dzieciństwie, dla skontrastowania aktualnych osiągnięć , jak mniemam. Uwieńczeniem takich wynurzeń bywa zdanie mniej więcej takiej treści” ..i powiedziałam sobie, że już nigdy więcej nie będę głodna”, bądź podobne.
Inna postać z pogranicza, którą dla potrzeb własnej klasyfikacji nazwałam Bez Penisa, wyraziła się do swoich ulubionych mediów, że gdyby ona miała jeść czy pić byle co, to by wolała nic nie jeść i nie pić.Nie jestem pewna czy publiczność nie miałaby wówczas większego pożytku z tak ograniczonej w potrzebach , postaci.
Upodobania gastronomiczne ludzi sukcesu są u nas traktowane po macoszemu, zupełnie niesłusznie. Ich szczegółowa analiza mogłaby doprowadzić do jakże ciekawych wniosków. W wielu badanych przypadkach dałoby się zredukować dużą część tzw. psychologii biznesu do pełnej michy i jej zawartości. Komentatorów politycznych zastąpiliby spece od diet. Może mądrzej by może nie było, ale byłoby inaczej. Mądrzej inaczej już jest.



10 lipiec 2010 (Sobota), godz. 16:51
Pani Ireno!
3kropek był przed chwilą na blogu prominentnego posła PO – Palikota i co tam zobaczył, i wyczytał i ile “autorytetów” tam spotkał – wpędziło go w taki stan ducha, że szuka u Pani pociechy, najmniejszej choćby. Czy – zdaniem Pani – istnieje jeszcze szansa na normalną Polskę z normalnymi Polakami?
11 lipiec 2010 (Niedziela), godz. 14:59
Oczywiście! Jak za PRL byli tacy, którzy mówili , że komuna musi upaść, to sie to przyjmowało do wiadomości, ale mało kto w to wierzył. Nic nie trwa wiecznie.
11 lipiec 2010 (Niedziela), godz. 15:37
Dzięki za otuchę! Tyle, że czekanie na zmiany 45 lat to tragedia prawdziwa.
11 lipiec 2010 (Niedziela), godz. 15:38
Aż tyle czasu to tym razem nie zajmie.