Bużet jak kryminał.
W życiu nie sądziłam , że coś takiego jak nudna plątanina liczb mnie zafascynuje. A jednak, człowiek uczy się do końca życia. Okazuje się, ze dla mnie, miłośniczki dobrego suspensu, tegoroczne sztuki okołodużetowe ulubionego ministra obecnego rządu, będą jak zagadki rozwiązywane przez Herculesa Poirot.
Właśnie Rzeczpospolita, gazeta, która pierwsza napisała o kolosalnym budżecie na rok przyszły, opublikowała tekst o pięciu tajemnicach ministra Rostowskiego. Na ślad owych tajemnic autor tekstu, Konrad Krasuski , wpadł po zapoznaniu się z tekstem rządowego projektu. Pozwolę sobie na streszczenie.
Tajemnica pierwsza, poziom inflacji.
W projekcie założeń jest zapisana 1% inflacja. Tymczasem wszelkie znaki na niebie , a bardziej na ziemi , wskazują, że inflacja w skali światowej będzie miała tendencję wzrostową. Świadczyć o tym może cena złota, która przekroczyła cenę 1000 $ za uncję. Obecnie inflacja wynosi 3,6% i aby uzyskać poziom zapisany w projekcie, należy podwyższyć drastycznie stopy procentowe. To z kolei wiąże się z wyhamowaniem gospodarki. Według ekspertów niską inflację należy odczytać jako ostrożne planowanie, dzięki czemu możemy się spodziewać pozytywnej niespodzianki po stronie dochodów. No właśnie, możemy.
Tajemnica druga, oczekiwane umocnienie złotego.
Zdaniem Ministerstwa Finansów w roku 2013 za euro płacić będziemy( kurs średni dla całego roku) 3,5 zł a w roku przyszłym 4, 08 zł. To wszystko przy jednoczesnym wzroście eksportu o 6,2%. Od siebie tylko dodam ,że od kilku przynajmniej lat wysłuchiwałam , że eksporterzy narzekają na przewartościowaną rodzimą walutę.
Tajemnica trzecia, brak wypłaty z zysku NBP.
Wiele wskazuje na to ,że zapoczątkowany przez resort finansów spór o wirtualne rezerwy NBP, w którym dźwięczy myśl ekonomiczna wielkiego polskiego uczonego od finansów, Andrzeja Leppera, został odłożony do czasu aż w 2010 roku Bank Centralny oszacuje swój wynik za okres obecny i wtedy będzie można tę kwotę wpisać do rubryki przychodów państwa.
Tajemnica czwarta, niższe dywidendy z państwowych spółek.
Wpływy z dywidendy łącznie za rok 2009 – 7,65 mld
za rok 2010 – 4,22 mld
w innym miejscu jest zapis o 3 mld. Skąd taka różnica? Z braku wpływu dywidendy z PZU. W razie, gdyby udało się szczęśliwie zakończyć wygraną spór z Eureko, to się tę dywidendę dopisze i w ten sposób osiągnąć mniejszy deficyt , co będzie można oznajmić bijąc w Dzwon Zygmunta. Skąd 1 mld ze spółek nadzorowanych przez ministra skarbu, da Bóg , nie wiadomo.
Tajemnica piąta, prywatyzacja bez efektów.
Słyszeliśmy ze strony resoru finansów, że spodziewa się z prywatyzacji osiągnąć ok 40 mld , a dokładnie 36,7 mld. Teraz okazuje się, że kwota , która ma wpłynąć w tym roku to 11,7 mld liczona memoriałowo, a nie kasowo.( jest to uwzględnienie transakcji po których zapłata jeszcze nie nastąpiła) Tak liczone wpływy na chwilę obecną wynoszą 3,9 mld co przekłada się na wartość kasową 1,8 mld. Tu dochodzimy do konkluzji sformułowanej przez ekspertów, którzy ostrzegali, że zakładana kwota wpływów z prywatyzacji jest nierealna. Jeśli nawet ministrowi Gradowi uda się zrealizować plan w 100% to i tak do budżetu trafi 9,4 mld. Resztę brakujących wpływów trzeba będzie łatać za pomocą emisji bonów i obligacji czyli zwyczajnie pożyczać.
Z powyższej analizy widać, że prognozy ministerstwa zapisane w projekcie sprawdzą, albo się nie sprawdzą. Albo będziemy mieli deficyt wyższy albo niższy od zakładanego. Zaiste czeka nas fascynująca przyszłość , pełna zagadek i niedomówień. Tak czy inaczej musimy być przygotowani na każdą ewentualność.


