platforma blogowa portalu dziennik wschodni

Krzysztof Rybiński zamiast Palikota.

W dzisiejszej Rzepie Marek Migalski definiuje zjawisko palikotyzacji przestrzeni publicystycznej w oparciu o swoje blogereskie doświadczenia. Mówi między innymi tak:
“Uderzając w Palikota, chcę się zachować rycersko, bronić tych, których on szkaluje. W tyle głowy jest jednak kalkulacja, że mnie się to po prostu politycznie opłaca. Bo gdy podejmę merytoryczny trud rozjechania żałosnego dorobku komisji „Przyjazne państwo“, to dosłownie żaden dziennikarz się tym nie zainteresuje. Jeśli walnę w Palikota, mówiąc o tym, że chętnie dałbym mu po ryju, gdybym był mężem Nelli Rokity, to mam darmowe 10 minut w mediach.”
A posądzony o fascynację Palikotem odpowiada:
“To nie jest fascynacja. Stoję z rozdziawioną gębą i patrzę na fenomen Palikota. Jak media dały się na to nabrać, jak wyborcy są wobec tego bezsilni. I jak ja jestem wobec tego bezsilny.”
Tymczasem w naszym państwie na prawdę źle się dzieje. Pisałam o tym wielokrotnie w kontekście sektora finansów publicznych. Moje uwagi są obciążone grzechem amatorszczyzny i nie potrafię swoich pretensji do ministra od finansów formułować tak, jak zrobiłby to prawdziwy fachowiec. Z tej też przyczyny szczególnie uważnie przeczytałam ostatni wpis na blogu Krzysztofa Rybińskiego. Pan Krzysztof jest kompetentny, a poza tym swe diagnozy feruje z umiarem i wielką kulturą. Jego opinie są dla mnie jak wyrocznia.
Tak więc Krzysztof Rybiński pisze, że poczuł się zaniepokojony informacją pana mistra od finansów i zaczął szukać na stronach www. jakiejś informacji na temat przyszłorocznego deficytu budżetowego. Nie znalazł. To przywiodło autora do tezy, że poziom debaty publicznej o finansach publicznych w Polsce nie jest niski , lecz dramatycznie żenująco niski.
Obywatele nie są rzetelnie informowani o stanie finansów publicznych oraz o kierunkach polityki finansowej państwa.Po wyliczeniu przykładów przemyślanego oszukiwania obywateli, autor konkluduje” Ja rozumiem, że można mieć strategię nieinformowania obywateli o trudnej sytuacji w budżecie,żeby niepotrzebnie nie pogłębiać pesymizmu, ale myślę że została przekroczona granica, między działaniami z obszaru PR a rzeczywistą polityką gospodarczą.”
Po wtóre. Nie powinno dziwić, że mamy potężny deficyt finansów publicznych w dobie recesji, ale to , że mamy większy niż kraje dużo bardziej niż my dotknięte kryzysem!
Deficyt to nic innego , jak życie za pożyczone pieniądze. Jego wysokość określają w znacznej mierze stopy procentowe. Co się stanie z naszym długiem publicznym , gdy za 2-3 lata jak prognozują znawcy tematu, nastąpi globalny wzrost stóp procentowych?
Prywatyzacja jako recepta na zmniejszenie deficytu jest  obarczona poważnym błędem.Od kogoś , kto ma nóż na gardle nikt niczego nie kupi za żądaną kwotę. Dla kupujących to są okazje, do nabycia czegoś za bezcen.
No i wreszcie rzecz najpoważniejsza. Jest wysoce prawdopodobne, że wysoki wzrost gospodarczy nie pojawi się ani w 2010 ani w 2-11 roku. W tej sytuacji może nastąpić wzrost deficytu do 60% , co oznacza zapisany w konstytucji budżet zrównoważony, czyli taki gdy państwo nie może już wydać ani złotówki. Na nic.
Dlaczego piszę o tym w kontekście Palikota? Dlatego ,że bzdury o tym co pan poseł zjadł i czy mu posłużyło , zastępują rzetelną informację o stanie państwa. Tak jest przynajmniej obecnie i będzie dopóki słupki poparcia dla rządzących będą oscylować w okolicach 50%. Z matematycznych wyliczeń wynika jednak , że nie będzie tak wiecznie. Uczucia kończą się z reguły, gdy komornik  puka do drzwi. Póki to jeszcze nie nastąpiło , zwracam się do  Państwa Dziennikarzy, by wynurzenia posła z mojego rodzimego regionu zastąpić relacjami z bloga Krzysztofa Rybińskiego. Mam nadzieję, że nie jestem przesadnie wymagająca.
Wszystkim polecam jako lekturę obowiązkową:

http://www.rybinski.eu/?p=739&language=en

Jak również:

http://www.rp.pl/artykul/359482_Marek_Migalski__Uderzenie_w_Palikota__sie_oplaca_.html

Komentowanie wpisu jest wyłączone.