ACTA i fakta
Od pięciu lat kurczy się wolność słowa w przestrzeni publicznej i żadne zaklęcia ni deklarację tego nie zmienią. Politycy, chronieni parasolem mediów, którym potem „idą na rękę” imają się różnych sposobów, by uciszyć niewygodne, opozycyjne ośrodki opinii .Dość wymienić przypadki sprzedaży tytułu „Wprost”,przez zmuszonego do tego brakiem reklam Marka Króla, “Rzeczpospolitej” kupionej przez Marka Dochnala branży medialnej- Grzegorza Hajdarowicza, czy nieprzyznanie koncesji na cyfrowe nadawanie TV Trwam.Jeśli ktoś jak ja, miał okazję oglądać posiedzenie senackiej komisji w tej ostatniej sprawie, musi przyznać, że od czasów powołania na ministrów rolnictwa niejakiego Kłonicy i budownictwa, towarzysza Galzura, nie było w naszej polityce dwóch takich jegomości, którzy by mieli bardziej czytelnie wpisane kompetencje w nazwiska jak panowie Dworak i Luft.
Internet odgrywa dziś rolę , jaką za pierwszej komuny, Radio Wolna Europa. Chamskie komentarze internetowych bytów zwanych trollami, pełnią taką samą rolę jak zagłuszarki, których wycie miało uniemożliwić rozumienie treści przekazu.Nie należy się zatem dziwić, że władza postanowiła skończyć to rozpasanie pod pretekstem ochrony własności intelektualnej i zapisała nas do ACTA. Tym razem przeciwnikiem nie są emerytki z różańcem, które można wyśmiać , opluć i ośmieszyć. Ten przeciwnik jest młody, biegły i lubi sobie robić jaja. Od wczoraj trwa akcja blokowania dostępu do rządowych stron internetowych.Na dodatek sprytni hakerzy pościągali pocztę i pliki znajdujące się na serwerach urzędów centralnych. Na jednej ze stron można znaleźć pirackie: filmy, gry i oprogramowanie, znalezione w/g autorów, na serwerach polskiego parlamentu. Wieczorem dowcipnisie wydali poważne oświadczenie. Zagrozili w nim, że jeśli Polska nie wycofa się z fatalnego porozumienia ACTA, ujawnią dokumenty wysokich urzędników państwowych jakie przy okazji hakowania wpadły im w ręce. Gen. Koziej, szef BBN, na poważnie zagroził możliwością wprowadzenia stanu wojennego. Powiało grozą.
Dziś efekt strachu spotęgowało oświadczenie ministra Boniego. Jego zastępca odkrył, że ktoś włamał się do jego laptopa.Jeśli do tego dodamy, że hakerom nie oparły się serwery instytucji ustawowo odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli, jak: ABW, Policja czy CBŚ, to mamy obraz rozkładu państwa. I byłoby całkiem śmiesznie gdyby nie było tak tragicznie. Cyfryzacja to żyła złota. O przekrętach przy jej realizacji krążą legendy potwierdzane dymisjami w MSWiA. Państwo znowu zdało egzamin. Tym razem z informatyki, bo przedmiot „bezpieczeństwo narodowe” już dawno oblało.
W komentarzu , jaki wczorajszego wieczora wicenaczelny Rzepy, Andrzej Talga zamieścił na stronach dziennika , zabrzmiała nostalgiczna nuta PRL-wskie prasy.” Od razu poddaliśmy się szantażowi, byle szkodnicy nie nabroili jeszcze bardziej. To zła metoda, trzeba było podjąć walkę i oświadczyć, że mamy do czynienia z bezprawiem, którego Polska nie akceptuje, a ataki nie wpłyną na naszą politykę. Jeśli teraz nie przyjmiemy ACTA, pokażemy słabość i zachęcimy do kolejnych cyberawantur.” Bo czyż powyższy cytat nie przywołuje “parówkowym skrytożecom mówimy stanowcze NIE” mistrza Barei?
Tymczasem dziś znowu okazało się, że opłacani milionami na cyfryzację spece zabezpieczyli zahakowaną stronę premiera w ten oto sposób: login do panelu administracyjnego strony premiera „admin”, a hasło „admin1”. To ja się pytam: na co naprawdę poszły NASZE pieniądze?I kto je wziął?






