platforma blogowa portalu dziennik wschodni

ACTA i fakta

Od pięciu lat kurczy się wolność słowa w przestrzeni publicznej i żadne zaklęcia ni deklarację tego nie zmienią. Politycy, chronieni parasolem mediów, którym potem „idą na rękę” imają się różnych sposobów, by uciszyć niewygodne, opozycyjne ośrodki opinii .Dość wymienić przypadki sprzedaży tytułu „Wprost”,przez zmuszonego do tego brakiem reklam Marka Króla, “Rzeczpospolitej” kupionej przez Marka Dochnala branży medialnej- Grzegorza Hajdarowicza, czy nieprzyznanie koncesji na cyfrowe nadawanie TV Trwam.Jeśli ktoś jak ja, miał okazję oglądać posiedzenie senackiej komisji w tej ostatniej sprawie, musi przyznać, że od czasów powołania na ministrów rolnictwa niejakiego Kłonicy i budownictwa, towarzysza Galzura, nie było w naszej polityce dwóch takich jegomości, którzy by mieli bardziej czytelnie wpisane kompetencje w nazwiska jak panowie Dworak i Luft.

 

Internet odgrywa dziś rolę , jaką za pierwszej komuny, Radio Wolna Europa. Chamskie komentarze internetowych bytów zwanych trollami, pełnią taką samą rolę jak zagłuszarki, których wycie miało uniemożliwić rozumienie treści przekazu.Nie należy się zatem dziwić, że władza postanowiła skończyć to rozpasanie pod pretekstem ochrony własności intelektualnej i zapisała nas do ACTA. Tym razem przeciwnikiem nie są emerytki z różańcem, które można wyśmiać , opluć i ośmieszyć. Ten przeciwnik jest młody, biegły i lubi sobie robić jaja. Od wczoraj trwa akcja blokowania dostępu do rządowych stron internetowych.Na dodatek sprytni hakerzy pościągali   pocztę i pliki znajdujące się na serwerach urzędów centralnych. Na jednej ze stron można znaleźć pirackie: filmy, gry i oprogramowanie, znalezione w/g autorów, na serwerach polskiego parlamentu. Wieczorem dowcipnisie wydali poważne oświadczenie. Zagrozili w nim, że jeśli Polska nie wycofa się z fatalnego porozumienia ACTA, ujawnią dokumenty wysokich urzędników państwowych jakie przy okazji hakowania wpadły im w ręce. Gen. Koziej, szef BBN, na poważnie zagroził możliwością wprowadzenia stanu wojennego. Powiało grozą.

 

Dziś efekt strachu spotęgowało oświadczenie ministra Boniego. Jego zastępca odkrył, że ktoś włamał się do jego laptopa.Jeśli do tego dodamy, że hakerom nie oparły się serwery instytucji ustawowo odpowiedzialnych za bezpieczeństwo  obywateli, jak: ABW, Policja czy CBŚ, to mamy obraz rozkładu państwa. I byłoby całkiem śmiesznie gdyby nie było tak tragicznie. Cyfryzacja to żyła złota. O przekrętach przy jej realizacji krążą legendy potwierdzane dymisjami w MSWiA. Państwo znowu zdało egzamin. Tym razem z informatyki, bo przedmiot „bezpieczeństwo narodowe” już dawno oblało.

W komentarzu , jaki wczorajszego wieczora wicenaczelny Rzepy, Andrzej Talga zamieścił na stronach dziennika , zabrzmiała nostalgiczna nuta PRL-wskie prasy.” Od razu poddaliśmy się szantażowi, byle szkodnicy nie nabroili jeszcze bardziej. To zła metoda, trzeba było podjąć walkę i oświadczyć, że mamy do czynienia z bezprawiem, którego Polska nie akceptuje, a ataki nie wpłyną na naszą politykę. Jeśli teraz nie przyjmiemy ACTA, pokażemy słabość i zachęcimy do kolejnych cyberawantur.” Bo czyż powyższy cytat nie przywołuje “parówkowym skrytożecom mówimy stanowcze NIE” mistrza Barei?

 

Tymczasem dziś znowu okazało się, że opłacani milionami na cyfryzację spece zabezpieczyli zahakowaną stronę premiera w ten oto sposób: login do panelu administracyjnego strony premiera  „admin”, a hasło „admin1”. To ja się pytam: na co naprawdę poszły NASZE pieniądze?I kto je wziął?

Miękki koniec twardego jądra

No i koniec. Skończyła się nasza najdroższa prezydencja i wyprosili nas z” twardego jądra” Europy. Na nic się zdały żenujące występy ministra Sikorskiego w Berlinie, na nic zapewnienia samego Jana Vincenta Bez PESEL, że wpłacimy naszą działkę na stabilizację dla eurozony, choćbyśmy mieli zagłodzić wszystkich emerytów niemundurowych i przegnać gdzie pieprz rośnie ,w poszukiwaniu roboty, kolejne 3 mln Polaków. Dziś Merkozy powiedzieli, że do słynnego już “twardego jądra” wchodzą tylko państwa, w których walutę narodową zastąpiło euro. W związku z tym, panu premierowi grzecznie podziękowano i zatrzaśnięto drzwi przed nosem.

 

Ten niewątpliwy sukces kosztował nas  115 mln euro. Tyle pochłonęły wydatki na prezydencję. Dla porównania inne państwa przy nas to sknery i wydatkowały na tę doniosłą okazję :

Polska w 2011 r. 115 mln euro
Węgry w 2011 r. 81 mln euro
Belgia w 2010 r. 74 mln euro
Dania w 2002 r. 52 mln euro*
Szwecja w 2009 r. 42 mln euro

W zamian za to załatwiliśmy jeden z najważniejszych celów polskiej polityki zagranicznej- przepchnięcie przez KE przepisów o małym ruchu granicznym z Kaliningradem, co  już zaczyna przynosić pierwsze objawy ożywienia gospodarczego w rejonie przygranicznym. Polega to na tym, że jak doniosła poniedziałkowa prasa, krokodyl atakuje polską młodzież. Nie chodzi tym razem ani o przemyt egzotycznych gadów, ani o sympatycznego Gienę z bajki dla dzieci okresu mojej młodości. To nazwa syntetycznej amfetaminy, wyjątkowo groźnej, serwowanej po dumpingowych cenach w okolicznych dyskotekach i nie tylko.  Obwód Kaliningradzki nie od dziś cieszy się fatalną sławą obszaru opanowanego przez biedę i zorganizowane grupy przestępcze, które teraz mogą swobodnie poruszać się po Europie.

 

Na dodatek , jak na nieszczęście wróciła sprawa “nieco durnych klipów”, o których komisarz Lewandowski opowiadał uczniom lubelskiego II LO.Dzisiejsze media doniosły o kolejnej zmianie planów “twardego jądra”. Otóż Merkozy zdecydowali, że dla ratowania waluty nie cofną się przed sięgnięciem do środków strukturalnych, z których miało pochodzić 300 mld wynegocjowanych przez “silną drużynę”.

 

Należy więc przyjąć domniemanie, że nie dostaniemy ani środków na drogi, ani na koleje, ani nawet tego co nam się z mocy unijnego prawa należy jak psu zupa. Zamiast okna otwartego na zachód, przybliżymy się do wschodu. Pierwszym wskaźnikiem , prócz krokodyla, jest liczba wyeliminowanych prokuratorów. Tu nadążamy za standardami.  Prokurator Generalny Federacji Rosyjskiej w randze generała nie miał tyle szczęścia jak ” niedoszły zeszły”, co z Poznania  Przybył i skutecznie wpadł pod nadjeżdżającego Kamaza już za drugim razem, ponosząc śmieć  w szpitalu, mimo błyskawicznej akcji ratowniczej. Tymczasem w sprawie naszego pułkownika, który już niespełna dobę po desperackim postrzeleniu udzielił kolejnego wywiadu, do tej pory trwają poszukiwania kuli, która zamiast urwać szczękę, zraniła nieszczęsnemu  policzek. Przypomniał mi się stary PRL-owski dowcip o milicjancie, który nie był w stanie pozbawić się życia strzałem w głowę, bo kula mózgu szukała. Może i tym razem jest podobnie, bo mózg znajduje się w warszawskich gabinetach generałów.

 

Tylko jak szmerek przebiegła w pewnej lokalnej gazecie informacja, że Lubelszczyzna znów pobiła kolejny , niechlubny rekord. Z największego unijnego programu – Infrastruktura i Środowisko – do województwa lubelskiego trafiło do tej pory 799 mln zł. To drugi najgorszy wynik wśród wszystkich województw. -to cytat z internetowego wydania owej gazety sprzed trzech dni. Normalnie, w takim przypadku powinna rozgorzeć gorąca dyskusja, w której nie powinno zabraknąć głosu przedsiębiorców. A tu nic. Czyżby wszyscy żyli na łaskawym chlebie lokalnej władzy?I tak to bezszelestnie system się domyka…..

Rok Dosi

Na początek informacja: rzutem na taśmę miniony rok mogę zaliczyć do udanych. A to za sprawą mojego przyjaciela, lekarza specjalisty, który w Sylwestra wypisał mi receptę i jeszcze znalazł nieoblężoną aptekę, dzięki czemu weszłam w posiadanie leków , jak to się mawiało za nieboszczki komuny, jeszcze po starej cenie. Ja do tych leków jestem niezmiernie przywiązana, w skutek przebytych dwóch zawałów serca. Niestety, zjawisko jakie pani poseł Kidawa-Błońska była uprzejma opisać jako „nadpłynność finansowa” nie jest moim udziałem, może dlatego, że dzielnie się z nim zmaga większość polskich przedsiębiorstw, a ja jestem fizyczna. Osoba fizyczna i dlatego każda zaoszczędzona złotówka się dla mnie liczy.

 

Zmiana na liście refundacyjnej ma dać budżetowi 8 mld oszczędności, bo on się z taką  „nadpłynnością finansową” nie zmaga, czego zupełnie pojąć nie mogę. W tym kontekście jednak muszę zauważyć duży plus całego zamierzenia. Z listy refundacyjnej usunięto leki na schizofrenię i to jest bardzo dobra wiadomość, bo jak wiadomo schorzenie to, charakteryzuje najogólniej: dwoistość i permanentny dysonans poznawczy. Zwiększenie liczby schizofreników w populacji jest jeszcze lepszym wynalazkiem od dialektyki, która definiowała się jako „ jedność przeciwieństw”, a której owocem był m.in. centralizm demokratyczny.

 

To nieoceniony wzór ku któremu zmierza dziś cała europejska demokracja. Ona to właśnie „w osobie” grupy frankfurckiej, czyli dzisięcioosobowego gremium, którego nikt nie wybierał, a które trzęsie interesem pod nazwą Unia Europejska, zafundowała nam mega przekręt. Europejski Bank Centralny będzie udzielał darmowych , bo oprocentowanych na 1% , kredytów na wykup śmieci zwanych dla niepoznaki “papierami dłużnymi” państw, które de facto już zbankrutowały. Na szczęście leki na przypadłości umysłu są w tej części Europy nadal refundowane i nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, by pakować tanią kasę w błoto. Każdy chce zarobić, tym bardziej jeśli skala tego przekrętu to pięćset miliardów euro.

 

W tym optymistycznym nastroju , wbrew jasnowidzom, którzy widzą czarno , ślę Państwu życzenia, które sylwestrowej nocy ukazały się na ścianie pałacu namiestnikowskiego w Warszawie: Dosiego roku! Bo nadchodzący rok z pewnością będzie Dosi.

Euro CIT-aty

Dziś o piątej nad ranem zakończyło się kolejne szczytowanie w Brukseli. W jego wyniku UE de facto się rozpadła, gdyż w imię własnych narodowych interesów do wspólnoty fiskalnej pod światłym przewodnictwem Niemiec nie weszły: Wielka Brytania, Szwecja, Węgry i Czechy. Do balu na Titanicu przyłączyła się w ostatniej chwili Chorwacja, a podpisanie jej akcesji zajęło całe 45 minut.

Na niemiecki dyktat, nadal konsekwentnie potępiany przez  francuskie media, które ganią Sarko za zbytnią uległość wobec Kancleriny, oprócz nas zgodziły się bez mrugnięcia okiem takie europejskie potęgi jak:Litwa, Łotwa, Estonia, Rumunia, Bułgaria oraz Dania. Ta ostania jest silnie gospodarczo powiązana z Niemcami. Mamy zatem nową, europejską , nowoczesną formę RWPG. Korzyści z tego nie ma wiele , za to nasz dzielny premier bez szemrania zgodził się na następujące warunki:

-Będziemy się zrzucać na pomoc dla bogatszych od siebie w ramach składki na MFW.

-wprowadzimy ujednoliconą stawkę podatku CIT , obniżoną przez rząd Leszka Millera na 19%, co znacznie poprawiło konkurencyjność naszej gospodarki i zwiększyło wyniki eksportu. Na nasze wyroby obłożone 25% , zunifikowanym podatkiem, może już nie być tak wielu chętnych.

-de facto opuściliśmy Grupę Wyszehradzką, rezygnując z własnej polityki zagranicznej i tworzenia alternatywy dla niemiecko-rosyjskiej dominacji w Europie.

-premier Tusk zgodził się na podpisanie traktatu, na który zgodę musi wyrazić 2/3 polskiego parlamentu. Taką większość można uzyskać tylko po delegalizacji PiS, bo w chwili obecnej jest to niemożliwe.

 

Brytyjski premier Cameron wykazał się kompletnym niezrozumieniem dla ambitnych planów naprawy strefy euro przez tych samych ludzi, którzy byli architektami jej upadku i oznajmił, że z kieszeni brytyjskiego podatnika eurobiurwy nie zobaczą “any penny”. Tym samym wykazał się kompletnym desinteressement w poszukiwaniu dla siebie nowej roboty w nowych “strukturach międzynarodowych” i przywiązaniem do przebrzmiałych , XIX wiecznych idei państwa narodowego.

A w kwestii  obiecanych przez “silną drużynę” 300 mld wygląda na to, że Polska nie w cztery lata a w dwa i nie ostanie a odda do kasy Unii te obiecane pieniądze na rozwój. No bo to tylko “durne klipy” były……

“Rule, Britannia! rule the waves:
“Britons never will be slaves.”

YouTube Preview Image

Durne klipy a sprawa polska

W minionym tygodniu do naszego ładnego, choć nieco już zapomnianego miasta, zawitał Bardzo Ważny Gość z samej Brukseli. Ten gość to nie byle kto , sam komisarz od budżetu naszej karmicielki Unii, Janusz Lewandowski.Pana Lewandowskiego z Lublinem łączą wspomnienia młodości i kilka interesów z początku lat 90.

Tak więc zawitał pan komisarz i zaraz przykuł uwagę większą niż sama minister Mucha, której każdy krok odnotowują lokalne media. W ramach realizacji programu “Back to School” udał się na spotkanie z uczniami II LO im Jana Zamoyskiego, którego jest absolwentem. Szkolne mury mają w sobie jakąś magię i działają na ludzi tak, że nawet największy brukselski biurokrata zaczyna mówić ludzkim głosem, czyli w sposób w jaki nie zdarza mu się mówić na co dzień.

Jeśli wierzyć relacjom prasowym, na pytanie licealisty o obiecane 300 mld dla Polski odpowiedział pan komisarz szczerze, cytuję “Brałem udział w tych nieco durnych klipach, ale to była kampania – skomentował Lewandowski. – Nie oznacza to jednak, że obiecanych pieniędzy nie ma. O ile wspólnota się nie rozleci, to możemy zdobyć nawet większe środki. “
Problem w tym, że ten sam komisarz w tygodniu poprzedzającym jego wizytę w lubelskim “zamoyu”, mówił oficjalnie: ” Kryzys, z jakim zmaga się Europa, potwierdza nasze obawy, jak trudne będą negocjacje perspektywy finansowej UE na lata 2014-20″

Między bajki można także włożyć słowa pana komisarza dotyczące naszego budżetu ” Polska nie musi się obawiać większej dyscypliny finansowej. Nie jesteśmy zagrożeni chorobą, która dotyka kraje ze strefy euro. Nie grozi nam przesadny deficyt. “. Jesteśmy tak zagrożeni, że nawet Jan Vincent Bez PESEL przygotował trzy warianty budżetu. Upadek euro w każdej chwili może doprowadzić Polskę na skraj bankructwa. Wystarczy , by wartość naszego długu podskoczyła w skutek osłabienia złotego o … 20 groszy.

Odpowiadając na pytanie o ocenę kontrowersyjnego przemówienia ministra Sikorskiego, deklarującego naszą gotowość zrzeczenia się suwerenności w imię zacieśniania unii fiskalnej z Niemcami, również wyraził się pan Lewandowski nieprecyzyjnie. Stwierdził, że takie głosy płyną z Francji i Niemiec. Co do tych ostatnich, to pełna zgoda, ale we Francji pomysł wzbudził zdecydowany sprzeciw tak wśród polityków opozycyjnej partii socjalistycznej , jak i byłego szefa MFW Jaquesa Attali. Czyż trzeba mocniejszych słów niż te użyte przez byłego doradcę prezydenta Mitterranda, że Niemcy obecnie są w posiadaniu broni masowej zagłady?

Dobrze czasami wrócić do szkoły, w poszukiwaniu resztek dawno utraconej niewinności. A wspólnota się rozleci. Już się właściwie rozleciała. Brytyjskie Foreign Office wystosowało do swoich ambasad i zagranicznych palcówek instrukcję postępowania na wypadek zamieszek jakie mogą wybuchnąć w najbliższym czasie. Tylko my nadal jesteśmy karmieni “durnymi klipami” i przemówieniami naszych polityków, które na zamówienie polskiego MSZ piszą ghost wrtiterzy pokroju Charlesa Crawforda, pod dyktando niemieckich think tanków takich jak Fundacja  im. Heinricha Bölla. Ciemny, polski lud wszystko kupi. Od sześciu lat to nieprzerwanie udowadnia.

A my nie chcemy uciekać stąd

“Pani Merkel zdecydowała narzucić całej strefie euro porządek niemiecki. Jesteśmy świadkami powrotu nacjonalizmu niemieckiego przez pryzmat bismarckowskiej polityki pani Merkel. Nadszedł czas konfrontacji politycznej z Niemcami, czas obrony naszych wartości.”

” nie potrzebujemy nowych traktatów, tylko wystarczy stosować stare”

“Od kilku miesięcy, to p.Merkel podejmuje decyzje, a prezydent tylko idzie jej śladem”

“(…) jest gotów zgodzić się na oddanie suwerenności finansowej, w ramach ustępstw dotyczących EBC, to za nim nie pójdziemy”

” hegemonia niemieckiej gospodarki jest problemem”.

“postawa prezydenta to postawa telegrafisty, a nie męża stanu”

Każde z tych zdań mógłby wypowiedzieć jakiś polski oszołom i natychmiast zostałby za to skarcony przez postępowe media i dyżurne autorytety oralne. Tymczasem ich autorami są kolejno: Arnaud Montenbourg, jeden z czołowych polityków francuskiej partii socjalistycznej, Francois Hollande, kandydat na prezydenta francuskiej partii socjalistycznej, oraz “czerwony Danny” Cohn-Bendit.

The press, radio, TV and the blogosphere will be filled for days with noisy comments on the state of the economy and the efforts of the Chancellor to pull it out of the mess left by the Great Borrower, Gordon Brown, and the architects of the euro disaster.- Autorem tych słów jest z kolei lord Norman Tebitt, znacząca postać brytyjskich Torysów, minister rządu premier Margareth Thacher.

Dwa różne kraje, dwie skrajne opcje i jedna ocena według której strefa euro jest katastrofą , jej architekci są nazwani “wielkimi zadłużycielami”, a niemieckie wysiłki na rzecz zbudowania nowego ładu na gruzach projektu, który sami stworzyli, grozi powrotem nacjonalizmu niemieckiego przez pryzmat bismarckowskiej polityki pani Merkel.

Na tym tle zapewnienia Radosława Sikorskiego o tym , że bardziej boi się niemieckiej bezczynności niż niemieckiego działania brzmią , najdelikatniej mówiąc egzotycznie.Nikt oprócz rządu z Alei Ujazdowskich w Warszawie nie chce hegemonii niemieckiej gospodarki. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział wczoraj w jednej ze stacji publicznego radia, że cytuję “trzeba zrezygnować z suwerenności zachowując tożsamość”. A najlepsza Gazeta zamieściła taką oto sondę:

 

Otóż, spieszę wyjaśnić redaktorom, że niemiecka hegemonia nie będzie oznaczać ani niemieckich płac, ani autostrad, ani poszanowania prawa. Rezygnując dobrowolnie z suwerenności nie da się zachować tożsamości, ba – nie da się nawet zachować wpływu na kluczowe decyzje gospodarcze i polityczne.Wprowadzenie jednolitej stawki podatku CIT i podwyższenie go do poziomu państw starej Unii, spowoduje zmniejszenie konkurencyjności naszej gospodarki, zrujnuje polskich przedsiębiorców, spowoduje wzrost bezrobocia. Nie będzie to jedyne z negatywnych narzędzi , podobne w skutkach są : pakiet klimatyczny czy karta praw podstawowych w części gwarantującej zdobycze socjlane bogatego państwa opiekuńczego. Droga w poszukiwaniu pracy wydłuży się. Zamiast do Warszawy , trzeba będzie dojeżdżać do Berlina, Hanoweru czy Monachium, gdzie Polak będzie miał status gastarbeitera.

W ramach” zachowanej tożsamości” nadal będziemy chodzić na wybory i wybierać tylko takich przedstawicieli , którzy będą gwarancją, że niemiecki ordnung zapanuje w Warszawie, a mieszkańcy PO Landu będą kupować niemieckie produkty i rosyjską energię.

Dzisiejsza Rzeczpospolita przynosi wywiad z prof. Jadwigą Staniszkis, która ujawnia, że Radosław Sikorski nie prezentował w Berlinie własnego pomysłu. Idea federacji zrodziła się w gabinetach niemieckich polityków CDU CSU a także Zielonych. Profesor miała okazję zapoznać się z tym pomysłem na jednej z konferencji organizowanej przez niemiecką fundację, już wiele miesięcy temu. Z wielu względów niemieckim politykom było wygodniej, by je  zaprezentował inny polityk europejski. Wybór padł na Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych w Polsce. A przed chwilą mogliśmy się na własne oczy przekonać jak potężna jest siła perswazji Kancleriny. W ciągu krótkiej rozmowy telefonicznej zdołała przekonać Donalda Tuska, że Radosław Sikorski w swoim berlińskim wystąpieniu reprezentował stanowisko całego polskiego rządu, czego w porannej Trójce nie chciał potwierdzić  rzecznik Graś.

Federasta

Przygotowania do wprowadzenia Polski do unii monetarnej i gospodarczej idą pełną parą.Po tekście Andrzeja Talagi, który był typową sondą, dziś pora na czyny. Już otwartym tekstem mówi się o idei federacji w ramach UE . W tym tonie ma być utrzymane dzisiejsze wystąpienie ministra Sikorskiego w Berlinie. Pan minister ma ambitny plan maksimum, który zakłada,  że Polska ma uzyskać w ramach tej ścisłej federacji taką autonomię jak stan Iowa czy Wisconsin w ramach USA.I nie jest to przeinaczenie ani żart. To dziś napisał dziennik Rzeczpospolita, odbity niespełna trzy miesiące temu z rąk prawicowych, antysystemowych siepaczy.

W wywiadzie jaki pan minister udzielił gazecie, wylicza on korzyści z anschlussu. I tak Polska poprzez federację , a nie suwerenny byt państwowy, ma zrealizować potrzeby bezpieczeństwa i dobrobytu. Dosłownie pan minister mówi tak:  “Jeśli na nowo wyznaczamy – zgodnie z zasadą subsydiarności – to co ma być federalne, i to co ma być narodowe, to ja bym widział możliwość zawarowania pewnych spraw dla państw członkowskich raz na zawsze. Sądzę, że państwa członkowskie Unii powinny mieć co najmniej tyle autonomii, ile mają stany USA. Edukacja,moralność publiczna, podatki dochodowe powinny być wyłączone spod władzy Unii “.

Niestety, pisząca te słowa miała nieszczęście urodzić się w głębokim PRL a zdobyte w owych latach doświadczenie skłania ją do stwierdzenia, że jeśli na jakąś federację możemy liczyć , to taką jaka swoim kształtem przypominać będzie niesławnej pamięci ZSRR. Różnica jest dość subtenla i sprowadza się do wyboru między dżumą a cholerą.

Przyszły kształt Unii, na który tak ochoczo godzi się minister Sikorski, wzbudził nawet zaniepokojenie w USA. Barak Obama, a właściwie grono jego doradców, dotychczas nieprzykładających większej wagi do spraw Starego Kontynentu, właśnie wezwali do siebie panów Barosso i van Rompuya, czym poirytowali nawet niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeuble. Przedmiotem troski amerykańskiej administracji jest  kryzys strefy euro i rozbieżności w scenariuszach jego naprawy. Mówiąc krótko: Amerykanie obawiają się konsekwencji porozumienia rosyjsko-niemieckiego, a może nawet przede wszystkim, obawiają się o bezpieczeństwo amerykańskich interesów w tej części globu. Zapowiedzią pilniejszego zaangażowania amerykańskiego w gospodarcze perypetie strefy euro może być zapowiedź “wielkiej trójki” agencji ratingowych, obniżenia stopnia wiarygodności całej zony.

 

Wobec takiego scenariusza buńczuczne prasowe zapowiedzi ministra Jana Vincenta Bez PESEL, o przygotowaniach do odparcia ataku spekulantów na polski złoty, można uznać za przejaw czystego PR. Po reakcjach ministra Sikorskiego widać, że jesteśmy bezsilni i oddajemy resztki suwerenności gospodarczej walkowerem. Powinniśmy się zatem przygotować na czarny scenariusz, który zacznie się realizować, gdy złoty osłabnie o 20 gr wobec euro.Wtedy nasz dług  liczony w euro, przekroczy kolejny próg ostrożnościowy, 55%. A wszystko to podczas tylko jednej naszej prezydencji.

Co z tym kondominium?

Najnowszy numer niemieckiego Welt am Sonntag szerzej opisuje to ,  co w piątek zasygnalizował Reuters. Niemcy i Francja nie zamierzają odpuścić projektu ratunkowego dla eurozony, bez względu na ekonomiczne i polityczne koszty z tym związane. Według gazety prace nad szybkim wprowadzeniem paktu stabilizacyjnego są bardzo zaawansowane , a szczegółowy plan ma zostać ogłoszony w ciągu nadchodzącego tygodnia. Wiąże się to oczywiście ze zmianą Traktatu Lizbońskiego i ma polegać na budowie silnego bloku państw, które poddadzą się surowej dyscyplinie budżetowej, co ma gwarantować nowy traktat podobny do tego , definiującego strefę Schengen. Ta grupa ma przejąć zupełną kontrolę nad Europejskim Bankiem Centralnym, któremu powierzono główną rolę.

Rozwiązanie ma doprowadzić do ścisłej integracji ekonomicznej państw Europy, kosztem rządów narodowych.To bardzo niebezpieczna perspektywa, jeśli dodatkowo zestawi się ją ze znanymi już faktami o silnej ingerencji Urzędu Kanclerskiego Niemiec w decyzje gospodarcze Irlandii i Wielkiej Brytanii. Na naszych oczach , bez jednego wystrzału ziszcza się koszmarny plan budowy superpaństwa pod przywództwem Niemiec. Swoje zaniepokojenie tą perspektywą  na łamach ubiegłotygodniowego Le Monde wyraził były doradca prezydenta Mitterranda i były szef EBOR, Jacques Attali ostrzegając, że Niemcy są obecnie w posiadaniu, jak się wyraził “broni masowej zagłady”.

Nasze media oczywiście nie widzą żadnego problemu, zajęte recenzowaniem opozycji. Tymczasem z głupoty czy celowo, w tym samym czasie pojawiły się dwa , dające się powiązać fakty. Jeden to pomysł warszawskiego ratusza na postawienie w stolicy repliki Bramy Brandenburskiej bez referendalnego wymogu , jak to miało miejsce w przypadku pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. Drugi, to zamieszczony we wczorajszym tygodniowym dodatku do odzyskanej Rzeczpospolitej, tekst zastępcy naczelnego, Andrzeja Talagi pod znamiennym tytułem “Kondominium? Dlaczego nie, skoro nie można inaczej”, w którym autor otwarcie przyznaje, że Polska nie ma dużego wyboru i powinna z dwojga złego wybrać niemiecką dominację.

Nie wiem jak pan Talaga, ale mnie i paru milionom obywateli, nie o taką Polskę chodziło.W tym kontekście najazd hord niemieckich “antyfaszystów” na polskie święto 11.11.11 nabiera przerażającej wymowy.Rząd Donalda Tuska milczy, jego rzecznik toczy gorszący spór z niepokornym dziennikarzem na jednym z serwisów społecznościowych a pan premier gdzieś znikł. Nie ma nawet komu postawić pytania: no co z tym kondominium?

Rzym płonie!

Nastały takie czasy, że portale ekonomiczne czyta się jak kryminał. Rozwój tzw. wypadków przyspieszył do tego stopnia, że sensacjami tylko dzisiejszego dnia można by obdzielić niejeden spokojny tydzień. Ale po kolei.

Obligacje włoskie, których rentowność po objęciu rządów przez “bezpartyjnego fachowca” Mario Monti , spadła do 6% dziś rozpoczęły dzień od stawki 7,95%. Ale prawdziwa hiobowa wieść nadeszła przed godziną. Pod koniec dnia ich oprocentowanie przebiło magiczną barierę 8% (!). Dla tych, którzy nie wiedzą o czym piszę śpieszę z wyjaśnieniem: to tak jakby z dużego wzniesienia zjeżdżać bez pasów, hamulców i ABS, prosto w przepaść.

Dziś także w ciągu dnia agencję obniżyły rating do śmieciowego dwóm krajom: Węgrom i Belgii. Wieczorem media zaczęły już poważnie przebąkiwać o możliwym bankructwie tej drugiej. Na giełdach spadki już chyba dziesiątą sesję z rzędu,  nie wróżą niczego dobrego. Ponadto okazało się, że expose premiera nowego starego rządu, zadziałało tylko na trochę, akurat tyle by jakiś insjder w 90 min zarobił ponad 105 tys. Na dłuższą metę podatek od kopalin pociągnął w dól KGHM a wraz z nim cały WIG 20. Mimo pozytywnego przyjęcia proponowanych zmian przez agencje ratingowe i licznych telewizyjnych kaznodziejów ekonomicznych, złoty osłabł o 12 gr wobec euro, mimo dwóch interwencji NBP.

Jakby tego wszystkiego było mało komisarz d/s budżetu, Janusz Lewandowski powiedział, cytuję” Kryzys, z jakim zmaga się Europa, potwierdza nasze obawy, jak trudne będą negocjacje perspektywy finansowej UE na lata 2014-20″. W przekładzie na zrozumiały dla każdego język oznacza to, że pana komisarza dopadły nagłe wątpliwości w sprawie obiecanych 300 mld dla Polski, które miały być zagwarantowane przez zwycięstwo jedynie słusznej formacji.

Złoty osłabł wobec innych walut, a naszą wzorcową gospodarkę zaczęto zaliczać do grona najbardziej ryzykownych, co spowodowało ucieczkę inwestorów na naszego kraju. W Europie nerwowo. Merkozi ( Merkel & Sarkozy) nic nie wskórali. Nie będzie euroobligacji. Rzym płonie!

YouTube Preview Image

Ewakuacja z zielonej wyspy

Skoro sam pan premier to powiedział w swoim expose to znaczy, że nie ma już obowiązku opowiadania o zielonej wyspie.
W minionym tygodniu świat finansów zaszokowały dwie informacje . Jedna z nich przedostała się do mediów przez przypadek (?)  i świadczy o tym, że eurokratom już zupełnie nie zależy nawet na pozorach działań demokracji. No bo jak ocenić sytuację w której rząd Irlandii zwraca się o zgodę na podwyższenie o 2 pb ( punkty bazowe) stawki podatku VAT do… Urzędu Kanclerskiego Niemiec.

 

Zaraz potem w odpowiedzi na niemiecką propozycję finansowego udziału w pakcie stabilizacyjnym na rzecz eurozony, rząd UK odrzuca taką ewentualność , argumentując słusznie , że to nie ich cyrk i nie ich małpy wywołując stanowczą reakcję rzeczonego Urzędu Kanclerskiego . Brytyjczycy dowiadują się, że czy im się podoba czy nie, to i tak pożegnają GBP. Smaczku całej tej dyplomatycznej wymianie duserów dodaje fakt, że niemieckie obligacje nie znalazły chętnych na ich pełen pakiet, a dziś rentowność obligacji brytyjskich znacznie spadła poniżej obligacji niemieckich dowodząc tym samym wyższości waluty z Wysp nad Euro.

Za naprawę gospodarki i waluty starego kontynentu biorą się ci sami ludzie, którzy są odpowiedzialni za fiasko projektu wspólnej waluty. Najlepszym przykładem jest niejaki Mario Monti, syndyk masy upadłościowej po gospodarce Italii, do niedawna wysoki komisarz UE , na przechowaniu w baku Goldman Sachs. Nic dziwnego, że pomysły kostycznych umysłów ograniczają się do prostego procederu dodruku pieniądza, czyli tego samego za jaki przeciętny, przyłapany na tym ,  obywatel zwyczajnie idzie do więzienia.

 

Niestety, wszystko wskazuje, na kolejne bankructwa państw Unii , pozbawiając je suwerenności póki co , gospodarczej. Nic więc dziwnego, że popularny, kontrowersyjny angielski polityk Nigel Frage, pisze na portalu społecznościowym, że wybory  w Hiszpanii wygrała… Angela Merkel, a dzisiejszy Le Monde zaznacza, że politycy francuscy boją się niemieckiej kolonizacji.

 

Tylko my jak zwykle niczego się nie boimy, bo niby czego? Kto z obywateli wie, że dziś właśnie oprocentowanie naszych 10 letnich obligacji przekroczyło psychologiczną barierę 6%? A ilu z nas wie co to w praktyce oznacza? A to oznacza po prostu nowy porządek, po łacinie Novus Ordo, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Budujcie Arkę przed potopem i wiejcie z zielonej wyspy.