platforma blogowa portalu dziennik wschodni

Instant millionaire

Mój blog traktuje o gospodarce i pieniądzach , o czym zostałam niegdyś   napomniana.  Złożywszy samokrytykę , obiecałam poprawę i  będę się trzymać konwencji. Przedmiotem poniższych rozważań będzie: jak w ciągu doby zrobić milion ze stu tysięcy.

Znany bloger Matka Kurka, którego do niedawna kojarzyłam ze wściekłymi atakami na wszystko co prawicowe począwszy od Kataryny,  na Jarosławie i śp. Lechu Kaczyńskich skończywszy, od pewnego czasu stał się konwertytą. W swoich zgrabnych i popularnych w sieci tekstach, punktuje rządzących obecnie Polską, a jego ulubieńcem a rebours stał się pewien były milioner i liberał , przebrany obecnie za socjalistę. Gdy podczas debaty sejmowej o emeryturach osobnik ten wił się jak dżdżownica na grabiach, by wesprzeć antyspołeczny projekt rządowy, nie tracąc socjalnego elektoratu pozyskiwanego kosztem SLD, miotając, ze znaną sobie finezją obelgi, a  bydlęce okrzyki przedstawiciela swojej partii przypisując posłowi Bałtowi, Matka Kurka się do cna zniesmaczył.

Stosując zbiegi z powodzeniem i aprobatą praktykowane  od ponad 5 lat przez przywódcę ruchu poparcia rządu imienia samego siebie, wyznaczył nagrodę 100 tysięcy złotych za dostarczenie mu  “martwego świńskiego ryja” inkryminowanego osobnika. I stała się rzecz niesłychana. Po kilku godzinach do Matki Kurki dotarło pismo przedprocesowe z jednej z wrocławskich kancelarii prawnych z żądaniem usunięcia tekstu w wyznaczonym terminie. W razie niezastosowania się bloger ma zostać oskarżony z art. 255 paragraf 1 i 2 kk o, cytuję „ publiczne nawoływanie do popełnienia zbrodni”.

Dziś w jednej z komercyjnych stacji radiowych specjalizującej się w pompowaniu pajaca, tenże oświadczył, że „wyznaczono nagrodę 100 tysięcy złotych za jego trupa”. O ile dobrze zrozumiałam, to pajac sam wpadł we własne sidła, bądź wrodzone tchórzostwo odebrało mu resztki tego, czego nigdy nie posiadał w nadmiarze, tj. zdolności do logicznego myślenia, o dystansie do samego siebie nie wspominając. Idąc tym tropem, sam się przyznał, że „gadżet” , który własnoręcznie przytargał do innej stacji komercyjnej  także   znanej z pompowania pajaca, jest tożsamy z tym co wieńczy jego korpus. W tej sytuacji Matka Kurka podbił stawkę do okrągłego miliona.

Moje typy

Moje typy 67
Gąsior-Marek Magdalena, PO
Kabaciński Michał, RP
Karpiński Włodzimierz, PO
Kucharski Cezary, PO
Łopata Jan, PSL
Mucha Joanna, PO
Popiołek Zofia, RP
Smolarz Henryk, PSL
Grad Mariusz, PO
Poznański Marek, RP
Raniewicz Grzegorz, PO
Stefaniuk Franciszek Jerzy, PSL
Tokarska Genowefa, PSL
Żmijan Stanisław, PO

http://orka.sejm.gov.pl/Glos7.nsf/nazwa/14_36/$file/glos_14_36.pdf

Skazani za PRL

Lemingrad to miasto zamieszkałe przez postępaki, którym do szczęścia wystarczy zazwyczaj dobra praca, w której można realizować swoje ambicje sformatowane według najlepszych zagranicznych wzorów, za godziwe pieniądze, zdobywane w sposób mniej godziwy, ale zawsze zasłużenie i w pocie wysokiego czoła. Zależność geograficzna jest następująca: im większy ośrodek, tym większy postęp a im szybszy postęp tym większy Lemingrad.

Jeśli coś mogę zarzucić postępakom z Lemingradu, to chyba tylko naiwność z jaką dali się uformować i ślepa wiara w zabobon, który mówi, ze czytanie książek i innych tekstów modnych autorów, czyni mądrym. Zatem typowy mieszkaniec Lemingradu jest w okolicach trzydziestki, żyje w związku, podróżował po świecie z którego przywoził pamiątki, znajomości i przepisy  kulinarne. Potrafi się wysłowić w kilku językach, nawet jeśli w żadnym z nich nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Zazwyczaj ma rodziców, na których może liczyć, kredyt w CHF i świetlaną przyszłość dzięki ekonomii , na której się nie zna i polityce , którą się nie interesuje. Płaci zawsze kartą i chodzi na wybory.

Niestety, w ostatnim czasie mieszkańcy tej krainy obfitości, wyznawcy kultu zielonej wyspy, czczący bożka blichtru w świątyniach konsumpcji, zauważyli pewne niepokojące zjawisko. Otóż zawartość portfeli zaczęła się kurczyć, a w miejscu pracy zaczęło ubywać kolegów z działu.Okazało się, że spore umiejętności nabyte podczas lat studiów na modnych kierunkach, nic nie znaczą i trzeba się zwyczajnie żegnać z robotą. Korporacja , tak jak początkowo integrowała, tak znienacka zamknęła drzwi przed nosem, wyrzuciła jak śmiecia na bruk. Do postępaków powoli dociera, ze coś jest z tą wyspą, jak mawiają, nie halo. Stąd pomruki niezadowolenia w Lemingardzie, gdzie młode postępaki odziera się najpierw ze złudzeń, zanim przy pomocy banków i firm windykacyjnych, obedrze się je za skóry.

PS. Czy ja już pisałam, ze dane o bezrobociu podane przez GUS okazały się zaniżone o 3 pkt. procentowe? Stało się tak za sprawą wymiany prezesa, która miała miejsce w lutym roku bieżącego. Może to dlatego postępakom z Lemingradu nagle przestały się zgadzać rachunki?

Normalna norma

Są ludzie , których specyficzne poczucie humoru, mało kto podziela. Tacy na przykład lekarze, potrafią zachwycać się czymś , co inni uważają za straszne lub odrażające. Dla nich to zwyczajnie, kolejny przypadek. W tym tonie brzmią komentarze „uczonych w excelu” ( copyrihts by Krzysztof Rybiński) na wieść , że polski rząd w trzy miesiące wykonał stachanowską normę deficytu budżetowego, wykonując aż 60% normy.
Normalnemu człowiekowi dech z przerażenia zapiera, a oni nic, spokojnie. To było zaplanowane, mówią, NBP pomoże, konsumpcja nadrobi, inflacja wyniesie 2,5%. I nic to, że inflacja galopuje, bo ceny szaleją, wspomagane przez fiskalizm państwa, bezrobocie rośnie i może nie wszystkich będzie stać na „konsumpcję”. Ważne, że drugim półroczu NBP wpłaci swój zysk do budżetu państwa. A że to jest podważenie konstytucyjnej niezależności Banku Centralnego, że jest kontynuacją śmiałej myśli ekonomicznej nieboszczyka Leppera, tak niegdyś obśmiewanej przez rządzących obecnie „liberałów”?
Kto by się takimi drobiazgami przejmował, w sytuacji, gdy liczy się każdy grosz wydarty emerytowi, drobnemu przedsiębiorcy, czy choremu na raka, by choć o kilka miesięcy oddalić wizję podniesienia oprocentowania państwowych obligacji, które na dziś kosztują nas 40 miliardów rocznie samych odsetek, przy rentowności 5,5%. Lada moment skoczą wyżej, do 6% i dalej , już tylko tragedia grecka. A wtedy nikomu już nie będzie do śmiechu.

Subiektywny przegląd aktualności

Skoro już wiemy, że będziemy pracować do śmierci, to teraz pora się zastanowić „gdzie” i dobrze pogłówkować, bo lektury gazet wynika, że to nie jest taka prosta sprawa.Pierwsza niedobra informacja, to gwałtownie rosnąca liczba bankructw wśród firm prywatnych. W porównaniu z tzw. analogicznym okresem ubiegłego roku upadłości przybyło , a to co najbardziej zatrważa, to 68% wzrost w budownictwie i handlu, głównie hurtowym.

Z pewnością ostanie pomysły rządu , powszechnie uważanego za liberalny i prorynkowy, takie jak wprowadzenie kolejnej daniny na … utrzymanie transportu i komunikacji miejskiej, są zaraz po podatku od deszczu i śniegu, kolejną rozpaczliwą próbą ratowania wskaźników za wszelką cenę, choćby i dorżnięcia polskiej przedsiębiorczości.Buntuje się nawet „inteligencja pracująca”, której nie podoba się pomysł likwidacji 50% kosztu uzyskania przychodu przez osoby uprawiające wolne zawody.

Źle wyglądają prognozy wzrostu bezrobocia, bo z wykresu Wskaźnika Rynku Pracy wynika, że od maja 2008 bezrobocie stale rośnie i raczej nie ma szans, by ten trend zahamować. W ostatnich latach przybyła nam armia 150 tysięcy urzędników, natomiast ubyło nam lekarzy.Media alarmują, że wśród krajów UE mamy najmniejszy wskaźnik lekarzy na 10 tys. mieszkańców, a indagowane o to Ministerstwo Zdrowia odpowiada, że nie ma pieniędzy by zmieć stan rzeczy.Jedyne na co stać resort ministrów Kopacz i Arłukowicza, to wprowadzenie nowej listy refundacyjnej, tak skrojonej, by dać budżetowi oszczędności rzędu 300 milionów złotych kosztem ludzi chorych, słabych i biednych.

A bieda już doskwiera rodzinom, nawet  takim, w których oboje małżonkowie pracują.Jeden z tabloidów alarmuje, że Polaków nie stać w tym roku na święta. Wszystko przez galopujące ceny opłat i żywności. Brak spójnej , ba, nawet jakiejkolwiek polityki prorodzinnej, powoduje kolejne tąpnięcia zapaści demograficznej, która pogrąży do cna polską gospodarkę, bardziej nawet niż pakiet klimatyczny.

W związku z tym ostatnim, to w miniony piątek, przy okazji posiedzenia , na którym Sejm przegłosował przymus pracy do 67 roku życia, koalicja odrzuciła wniosek opozycji o renegocjację tego niekorzystnego dla Polski rozwiązania. Dwa dni wcześniej Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Komisja Europejska przekroczyła swoje  uprawnienia, zmuszając Polskę do przyjęcia nierealnych limitów emisji CO2  w latach 2008-2012.Skargę skierował Minister Środowiska w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Jan Szyszko. Polska znów skorzystała z okazji by siedzieć cicho w obronie własnych interesów.

Plac Tajnego Współpracownika

Od tzw. transformacji ustrojowej minęło już dwadzieścia lat z okładem. Jednak  nasz naród nie może się uporać z oceną własnej historii. Raz po raz wybuchają spory dotyczące nie tylko oceny poszczególnych postaci , powszechnie uważanych za historyczne, ale całych grup, których przykładem mogą być  Żołnierze Wyklęci. Właśnie przeczytałam, że w Legnicy mieszka pani Zofia Rostkowska, lat 99, bohaterka  Kedywu, którą marna 900 złotowa emerytura skazuje na wegetację bez prądu.

To ewidentny skandal , biorąc pod uwagę, że tym , którzy ją prześladowali po wojnie takie problemy są obce.Takie paradoksy nie są dziełem przypadku, lecz systemu, który świadomie opluwał swoich bohaterów, zastępując ich wytworami bohateropodobnymi. Produkowano ich masowo zarówno w tym jak i poprzednim systemie, zmieniając i lukrując życiorysy. Kilka miesięcy temu w moim mieście  Lublinie grupa radnych wystąpiła z propozycją nadania placykowi w centrum miasta imienia pewnego Wielce Zasłużonego. Już się dziatki uczyły na pamięć życiorysu nowego patrona, gdy nagle ktoś zakłócił uroczystości uzupełniając katalog zasług bohatera o wstydliwy  epizod współpracy z SB.

Może dlatego, autorzy nowej podstawy programowej w MEN zdecydowali, by wykreślić lekcje historii z programu nauczania. Choć pojawiły się pewne nieprzewidziane , uboczne skutki w postaci akcji protestacyjnej, która ma szanse przerodzić się w pierwszy od 1983 roku, strajk szkolny. Mam inny pomysł. Zamiast uciekać się do ryzykownych  rozwiązań trzeba postawić wszystkim zasłużonym dla transformacji jeden wspólny pomnik. W każdym większym mieście powinien być Plac Tajnego Współpracownika. W ten sposób rządzący uhonorują wreszcie wszystkich bohaterów, którzy gwarantują im trwanie przy żłobie, bez dokonywania gwałtu na prawdzie historycznej oraz inteligencji obywateli. A  w miejscu centralnym proponuję umieścić nieco zmodyfikowany napis z gmachu Teatru Polskiego w Poznaniu „Władza- sobie”.

Być jak Eric Clapton

Ja też lubię Erica Claptona, ale koalicja rządząca niepodzielnie naszym państwem chyba jednak trochę przesadziła. Posłowie uchwalili nową granicę wieku emerytalnego dokładnie w dniu 67 urodzin słynnego gitarzysty i legendy rocka. Czuję w tym rękę pewnego celebryty, któremu piraci uniemożliwili przejście do historii  muzyki, ściągając z sieci piki muzyczne Slowhanda . Od dziś każdy rodak będzie mógł być jak Eric Clapton, nie tylko Zbigniew Hołdys. Nam w związku z tym przyjdzie się zabawić się na śmieć.

YouTube Preview Image

Gra w oczko

Już dawno nic nie było mi bardziej obojętne niż tzw. rozmowy koalicyjne na temat wieku emerytalnego, choć z racji PESEL powinnam je śledzić z wypiekami na twarzy. Pierwsza i podstawowa przyczyna  jest taka, że od kilku lat żyję w głębokim przekonaniu, że żadnych emerytur nie będzie. Ani tych ZUS-wskich , ani kapitałowych. Ze snu pod palmami, jaki mi obiecano w 1999 roku, wyrwał mnie stan mojego konta w OFE i kilkudziesięciozłotowa emerytura. Potem, Jan Vincent Bez PESEL, który już na zawsze pozostanie dla mnie wzorcem z  Sevres szefa resortu finansów o zerowych kompetencjach, położył na wszystkich emeryturach kapitałowych , niewidzialną rękę ryku.

Teraz okazało się, że z kont ZUS zniknęło 8 mld wirtualnych pieniędzy, potrzebnych zapewne do kreatywnej obrony polskiego deficytu na poziomie wykluczającym budżet zrównoważony, a rząd z dezynwolturą godną lepszej sprawy, zaczął nam wciskać ściemę, że jak dłużej popracujemy to pod koniec będziemy się cieszyć spokojną  starością. Do tej wymrą już wszyscy stalinowscy prokuratorzy, sędziowie i pracownicy aparatu bezpieczeństwa PRL, pobierający w skutek decyzji rządu SLD z jesieni 1993 roku, świadczenia stanowiące wielokrotność pozostałych emerytur, a my nie doczekamy się wnuków, bo nasze dzieci uwierzyły w słowa premiera Tuska, że najtańsza dla państwa jest rodzina bezdzietna, tak jak kiedyś w to, że obniżenie podatków skutkuje zwiększeniem deficytu.

Otumaniony obywatel nawet nie pyta, gdzie on ma pracować w ramach tego podwyższonego wieku emerytalnego, bo wie, że dla osób 50+ pracy i tak nie ma. Zatem na wyższą emeryturę nie ma co liczyć, na niższą  też. Nasz dług publiczny wynosi już prawie bilion złotych, a jego obsługa rocznie kosztuje nas 40 mld zł samych odsetek, co stanowi niemal 12% całego polskiego budżetu.
Hasło „podniesienie wieku emerytalnego” nie jest realizacją żadnej reformy, bo nie pociąga za sobą  koniecznych zmian strukturalnych. Natomiast liczba 67 lat została wzięta nawet nie z sufitu, tylko ze zrujnowanej Grecji i to jest bardzo zły znak. Bo żeby dostrzec analogie wcale nie trzeba być Kasandrą. Z resztą wtajemniczeni twierdzą, że w całej grze chodzi o coś zupełnie innego. Nie 67 lat , tylko 21 milionów.Taka jest bowiem kwota jaką Jan Vincent Bez PESEL ma umorzyć ludowcom z tytułu decyzji PKW. A mnie gra w „oczko ” nie interesuje. Ja muszę kombinować z czego będę żyć na starość.

Traktat o bezrefleksyjnym optymiźmie

Jak wielką rolę w życiu człowieka odgrywa psychika, wiedzą wszelkiego rodzaju manipulatorzy. Współcześni teleewangeliści głoszą wygodną dla siebie wersję zbawienia od problemów świata , poprzez konsumpcję i hedonizm. Stara zasada marketingu mówi, że człowiek kupuje nie wtedy, gdy coś mu jest potrzebne, a tylko wtedy, gdy uwierzy,  że bez dobra czy usługi jego życie jest niepełne. Zastępy telewizyjnych marketerów trudzą się dzień i noc by wykreować w ludziach potrzebę posiadanie kolejnych oznak przynależności do nowego, lepszego świata, nie ograniczając jej do dóbr powszechnie uważanych za luksusowe, lecz włączając w to  idee.

Dlatego, nie wystarczy być młodym, pięknym i bogatym. Trzeba mieć także modne poglądy i być akceptowanym przez ideologicznych trend setterów. Do niedawna obowiązywał pogląd, że wystarczy chcieć by móc, a słowo sukces było odmienianie przez wszystkie możliwe przypadki . Jako smutna spuścizna tamtych lat został nam miesięcznik pod tym tytułem, na którego nędzne resztki można się jeszcze natknąć w kioskach, bo American Dream jest możliwy tylko w kraju, gdzie istnieje wolna konkurencja, a wartość przedsięwzięcia weryfikuje rynek,  nie polityka. Zanosi się na to, że w Polsce mamy już całe pokolenie Młodych Zadłużonych Z Wielkich Ośrodków, którzy powoli budzą się ze snu o sukcesie, choć to dopiero początek.

Dlatego z uwagą przeczytałam tekst na jednym z plotkarskich portali, o parze tele-celebrytów, która kilka lat temu uwierzyła, że życie to jeden wielki fun, szczególnie, gdy się jest młodym, pięknym , popularnym i ma się modne poglądy. Para zakupiła w prestiżowej dzielnicy Warszawy dom o powierzchni 500 m2, oczywiście na kredyt w CHF. Teraz okazało się, że sława nieco przyblakła, zmieniła się koniunktura, a przede wszystkim ceny nieruchomości i kurs franka szwajcarskiego. Został tylko: dług i odsetki, które miesięcznie wynoszą 18 tysięcy złotych plus koszty utrzymania .

Dekoniunktura jest tak potężna , że sprzedać tego bez straty nie można, a zarobić na to, nie sposób. Niestety, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że po osławionym Euro 2012 będzie tylko gorzej . Czeka nas fala bankructw firm z branży budowlanej i deweloperów. Straty zanotują  banki inwestycyjne, które udzielały  kredytów pod taniejące nieruchomości. Już teraz lawinowo rośnie sterta niezapłaconych faktur. Czekają nas zwolnienia, wzrost bezrobocia i spadek PKB, w którego wartość wliczono wszystko, łącznie z przeterminowanymi zobowiązaniami i usterkowym, szklanym dachem, który ma szanse stać się symbolem całego pokolenia.

Zacznie się szukanie winnych, teleewangeliści zadbają by wywodzili się oni spośród tych, których oni wskażą, a tak naprawdę winny będzie bezrefleksyjny optymizm i naiwna nadzieja w dobrą passę, która trwa na wieki. A wystarczyło sięgnąć nieco do historii, posłuchać ewangelicznej przypowieści o pannach roztropnych, wspomnieć na trud Noego. Ale do tego, trzeba się oderwać na chwilę od telewizora, na którym króluje mięsny jeż.

Udawanie Greka

Portale społecznościowe mają swoje wady, ale mają jedną ważną zaletę, dla mnie nie do przecenienia.Są platformą spotkań. Czasami nieoczekiwanych, zaskakujących, budzących dawne sentymenty i wspomnienia. Na jednym z nich odnalazłam koleżankę, której pewnie nigdy bym nie spotkała, bo Ania Witkowska, która cztery lata przesiedziała w lubelskim liceum ławkę za mną, wyjechała do Grecji trzy dekady temu. Od dwóch lat Ania jest dla mnie źródłem wiedzy o procesach greckiej choroby, choć bardziej adekwatnie byłoby ja nazwać francą czyli wstydliwą chorobą francuską.

Ileż półprawd i mitów narosło u nas wokół greckiego bałaganu, do którego teraz ma dopłacać cała Europa. Przekaz jaki otrzymujemy z mediów jest taki, że leniwym Grekom poprzewracało się w głowach, konsumowali jak opętani, przejadali pożyczone pieniądze, pobierali najdziwniejsze zasiłki i świadczenia, pili wino, tańczyli Zorbę a świat im się walił. Teraz , gdy przyszło płacić swoje rachunki, ocknęli się i wyszli na ulice protestować. Wcześniej nie widzieli co się święci? I w ten to sposób stare określenie o „udawaniu Greka” nabiera nowego znaczenie we współczesnej polszczyźnie.

Tyle prawda ekranu, głównie telewizyjnego. A jaka jest prawda czasu rzeczywistego? Już na początku ubiegłego roku, gdy coraz częściej w kontekście problemów Grecji zaczęto używać terminów „buntcruptcy” czy „bail out”, kilku greckich polityków zdołało wytransferować na szwajcarskie konta 8 mld euro.Kraj zaczęła ogarniać fala bezrobocia, która uderzyła głownie w ludzi młodych i do dziś utrzymuje się  na poziomie 50%, przy 30% bezrobociu ogólnie. Zmniejszono drastycznie świadczenia, ze słowem „bieda” musieli się oswoić ludzie, którym to pojęcie było obce. Wzrosły ceny: głównie opłat i żywności. Oszołomionym ludziom , żyjącym do tej pory w przeświadczeniu dostatku, przyszło się zmierzyć z nowymi problemami. Wizyty komorników i windykatorów stały się codziennością. Pojawił się głód a w samych Atenach 40 tys osób zasiliło rzeszę bezdomnych.

W greckim krajobrazie w miejsce luksusowych sklepów , wyrosły sklepy barterowe, gdzie można wymieć nowe artykuły przemysłowe na żywność, której ceny poszybowały pod niebo. Obywatele zdali sobie sprawę, ze żyją w chorym systemie, gdzie za kilogram ziemniaków producent pobiera 0,10 , a sprzedawca 0,70 euro. Zaczęli skrzykiwać się przez Internet , docierać do farmerów , omijając zmowę cenową karteli. Ziemia, która do tej pory leżała odłogiem w zamian za opłaty, okazała się dla wielu Greków , źródłem jeśli nie dochodu, to obniżenia kosztów, a moja koleżanka uczyła swoje sąsiadki na Korfu, zakładania przydomowych ogródków warzywnych. To wszystko w kraju, w którym do niedawna zwyczajnym widokiem były góry gnijących pomarańczy, bo aktualna dyrektywa unijna preferowała owoce z Hiszpanii.

Jeśli do tego dodamy , że kilka dni po uzyskaniu wotum zaufania, demokratycznie wybrany premier Grecji zostaje odwołany i zastąpiony człowiekiem Brukseli, że strumień pieniędzy wydrukowanych w EBC jako „bail out”, nie trafia do Aten tylko do banków niemieckich, francuskich i brytyjskich, że Niemcy greckiego pochodzenia przyjeżdżają do swej dawnej ojczyzny jako windykatorzy niemieckich należności , trudno się dziwić Grekom palącym masowo opony na ulicach miast. Gdzieś, nieśmiało pada propozycja, by Grecy oddali w zastaw swoje wyspy. Dla ich piękna? Nie, dla bogatych złóż ropy i gazu zlokalizowanych pod dnem Morza Egejskiego. W ten sposób mamy pełny obraz greckiego dramatu w wersji 2.0.

Niestety, są podstawy, by przypuszczać, że to scenariusz przemyślany i napisany dla większości państw zjednoczonej Europy, poza dominującymi Niemcami ,Francją i Rosją, bo „w tym szaleństwie jest metoda”.